wtorek, 29 maja 2012

78

Fale upałów przeplatane krótkimi, wiosennymi ulewami. Zdecydowanie lubię. Lubię od czasu do czasu trochę zmoknąć w ciepłym deszczu, wracając do domu. Przeżyję krzywe spojrzenia ludzi, gdy śmieję się do każdej kropli spadającej na moją głowę. Oj najwyżej będę chora, co mi tam. Ale od deszczu chyba jeszcze nikt nie umarł, chociaż może to nie byłoby głupie. love

środa, 25 kwietnia 2012

77

Aaaaaa, zdecydowanie umieram. Dwa tygodnie bez weekendu nie są tym, co lubię najbardziej. Właśnie nadeszły te dni, gdy żałuję, że doba nie ma co najmniej dwóch godzin więcej. Niesamowicie by się przydały. Mózg mi się przegrzewa, zwoje palą, a najważniejszej, najbardziej pracochłonnej i wymagającej trzeźwego myślenia rzeczy na jutro jeszcze nie zaczęłam. Mogę sobie już chyba tylko życzyć powodzenia i liczyć na mało prawdopodobne przebłyski geniuszu. No nic, już całe szczęście niedługo.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

76

Po całkiem sporej dawce rodzinnego, świątecznego śmiechu, kolejnej nieudanej próbie załapania Piratów... i ponownej dyskusji na temat moich rzekomo nieistniejących uczuć, zapycham sobie mózg Laną, Coolkami i Flo. A na dodatek, nie wiem na jak długo i jak mocno, powoli zakochuję się w przeglądaniu tych głupich szafiarskich blogów... Dajcie mi chociaż jedną czwartą tych wszystkich pięknych rzeczy, bo zaraz padnę!

sobota, 17 grudnia 2011

75

Wyszły mi pierniczki, pierogi też są dobre, ale mimo wszystko wcale nie czuję tych świąt. Nie ma śniegu, zero jakiejś szczególnej atmosfery, bez sensu. Jeszcze w tym ostatnim tygodniu co najmniej dwie klasówki. No świetnie sobie to wymyśliliście, serio. Ale przynajmniej potem trochę wolnego zawsze się przyda, może się wyśpię chociaż. A tak swoją drogą, to pogadałabym z kimś, tak maksymalnie szczerze i od serca. Jakaś niewyżyta w tej kwestii jestem ostatnio. No ale w sumie to nieważne. Miłej niedzieli, o ile to w ogóle możliwe... ;)

piątek, 9 grudnia 2011

74

Cynamonowa dziś, nastrojowa lista. Kafka, Oscar, Marina. Zielony koc, ciepła herbata. Trochę pomieszane, własne myśli. Ciemno, zimno i deszcz. Normalny, spokojny, grudniowy piątek. Na tę chwilę, w zmianach nastrojów jestem chyba mistrzem.
A No light, no light in your bright blue eyes mi się już dzisiaj po raz kolejny chyba nie za dobrze kojarzy, ale dobra.
i to!

niedziela, 27 listopada 2011

73

Jest zimno, wieje, a do tego za moment zacznie padać deszcz. Generalnie lubię deszcz, ale kiedy poza nim temperatura pozwala na wyjście na dwór, zmoknięcie i nie nabawienie się co najmniej silnego przeziębienia. Dlatego tej części jesieni nie nazwałabym najprzyjemniejszą, ale przeżyję. Wystarczającym pocieszeniem jest to, że już niedługo przyjdzie zima, śnieg i narty. Ten rok mi chyba uświadomił, jak bardzo to lubię, czekam już od lutego. I chyba jestem pod tym względem rozpieszczona, ale po jakiś minimum 6 latach nie wyobrażam sobie już ferii w domu.

czwartek, 24 listopada 2011

72

Jaką, do cholery, barwę ma heksahydroksochromian (III) sodu?!
Pewnie jakąś zielonkawą, ale mogliby to gdzieś napisać, nic bym nie powiedziała... Już tylko jutro do przeżycia, ale i tak nie uśmiecha mi się ten weekend, cały zawalony wszystkim. Znowu miła niedziela z fizyką się szykuje, mmm ♥ Przynajmniej do świąt już z każdym dniem bliżej, wtedy odeśpię jakoś.